Dożywocie w Teatrze Polskim

Dożywocie jest utworem mistrza komedii polskiej – Aleksandra Fredry. Hrabia herbu Bończa całe szczęście w swojej twórczości potrafił zachować dystans do epoki, w której tworzył (choć był aktywny politycznie, biorąc udział między innymi w kampaniach napoleońskich), dlatego również dzisiaj możemy cieszyć się ponadczasowymi komediami mistrza satyry i karykatury. Dożywocie jest o tyle ciekawe, że podejmuje problem będący dzisiaj szczególnie „na czasie” – wszechwładzę pieniądza.

Wydarzenia i relacje między bohaterami komedii przypominają bardziej telenowelę, aniżeli „poważny” (przynajmniej na ile „poważna” może być komedia) utwór literacki. Dodatkowo Fredro znany jest z karykatury w swoich utworach, która tutaj osiąga wymiar wręcz cynizmu. Wzajemne powiązania między postaciami początkowo mogą być nieco zagmatwane, jednakże wystarczy kilka minut, aby uświadomić sobie kto jest kim i aby zrozumieć, jaki jest główny problem przedstawiony w fabule.

„Dożywocie” było prawem czerpania dochodów z czyjegoś majątku. Wygasało ono ze śmiercią „obciążonego” bądź korzystającego z prawa, który też mógł je wcześniej sprzedać lub odstąpić innej osobie, która korzystałaby z tego prawa na identycznych warunkach. Niejaki Łatka kupił dożywotnie dochody młodego utracjusza, Leona Birbanckiego. Sam Birbancki jest hulaką, który niemal każdą noc spędza zgrywając się „do gołego” w karty oraz pijąc na umór, co staje się przyczyną pogorszenia stanu jego zdrowia. Łatka, obawia się, że jego prawo „dożywocia” wygaśnie zbyt szybko, i z tego też powodu – jako przewidujący człowiek interesu – z jednej strony nakazuje swojemu słudze opiekować się Birbanckim, a z drugiej strony próbuje sprzedać swoje udziały innemu lichwiarzowi. Sytuacja (oraz fabuła) komplikuje się, kiedy na scenę wchodzi kolejna postać – zrujnowany szlachcic Orgon. W celu ratowania swojego majątku ma on zamiar oddać córkę za żonę Łatce. Problem tkwi w tym, że Róża nie zgadza się na to małżeństwo, ponieważ z wzajemnością kocha Leona.

Jak wspomniałem na początku, komedia jest aktualna szczególnie dzisiaj. Aktualna (uwspółcześniona) jest również scenografia przedstawienia Teatru Polskiego. Na scenie widzimy automaty do gry (tzw. jednoręki bandyta) oraz tablice z aktualnymi kursami spółek giełdowych. Ponadto część aktorów nosi współczesne ubrania. Nie wszyscy jednakże – część została ubrana w stroje z epoki. Reżyser, Filip Bajon, przyznał w jednym z wywiadów, że inspirację czerpał również z Wilka z Wall Street. I to widać. Nie tylko w scenografii, ale też w kilku motywach. Film Scorsese nie był jedynym, który przychodził na myśl podczas spektaklu. Nie wiem, czy było to świadome, nie potrafię też powiedzieć, czy była to inwencja reżysera, czy samego aktora, jednakże kreacja Jarosława Gajewskiego jako lichwiarza Łatki bardzo przypominała mi tę, którą stworzył Jim Carey w filmie Grinch. Jego ruchy gesty, czasami ton głosu były niemal identyczne. A czasami niestety zbyt przejaskrawione, aż zanadto wyraziste. Ale dotyczy to nie jedynie aktorstwa Gajewskiego, a również Krzysztofa Kwiatkowskiego jako Birbanckiego.

Dożywocie to komedia, która ma za zadanie bawić oraz sprowokować widzów do zamyślenia się przez chwilę nad istotą miłości. Miłości do pieniądza i tego, w jaki sposób kieruje ona naszym życiem. Spektakl co prawda nie zawsze zaskakuje (motyw pożądania pieniądza jest już dosyć wyeksploatowany przez literaturę i film), ale śmieszy i zajmuje. Szkoda tylko, że czasami akcja toczy się zbyt wolno.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu TerazTeatr.pl

Premiera: 29.01.2016, czas trwania: 2 godz. 15 min. (1 przerwa), Duża Scena

Autor:               Aleksander Fredro

Reżyseria:           Filip Bajon


Leon Birbancki:      Krzysztof Kwiatkowski

Doktor Hugo:         Adam Biedrzycki

Orgon:               Piotr Cyrwus

Rózia:               Marta Kurzak

Łatka:               Jarosław Gajewski

Twardosz:            Szymon Kuśmider
Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *