„Psie serce”. Teatr Współczesny

Review of:

Reviewed by:
Rating:
5
On 12 grudnia 2017
Last modified:16 grudnia 2017

Summary:

Nazwisko Michaiła Bułhakowa nieodwołanie kojarzy się z jego najsłynniejszym (kultowym?) utworem, powieścią Mistrz i Małgorzata (również wstawiona w Teatrze Współczesnym, plakat do spektaklu wciąż wisi w szatni teatru). Pozostałe utwory pozostają są mniej znane, pozostając w cieniu wspomnianego arcydzieła literatury. Psie serca jest wczesnym opowiadaniem pisarza. Tematem podjętym przez pisarza w utworze jest problematyka dokonywania przeszczepów i manipulowaniu w genach zwierząt, które też otwierają drogę do dalszych badań na ludziach. Ale ten temat podejmuje jedynie w wierzchniej warstwie utworu.

Tekst opowiadania powstał już w 1925 roku, jednak z różnych względów nie doczekał się publikacji aż do przełomu lat ósmej i dziewiątej dekady dwudziestego wieku. Być może miało to związek z faktem, iż oprócz problematyki moralnej zawartej w utworze ma on również wyraźny podtekst polityczny. Główny bohater powiadania profesor Preobrażeński poświęcił ostatnich kilka lat swojego życia na znalezienie sposobu odmłodzenia organizmu ludzkiego. Naukowiec przeszczepia Szarikowi, przygarniętemu przez siebie psu, przysadkę mózgową – jak się okazuje po czasie – przestępcy alkoholika. Po tym fakcie następuje metamorfoza Szarika w człowieka, obywatela Szarikowa. Najgorsze cechy degenerata, którego przysadkę otrzymał zostają dodatkowo „wzbogacone” ideami wschodzącej władzy radzieckiej. Preobrażeński, niczym doktor Frankenstein, przerażony własnym dziełem będzie dążył do ucywilizowania swojego dzieła. Sam spektakl jest lekką komedią, prowadzoną w konwencji bajki. I od początku aż do samego końca jest zabawnie i śmiesznie. Ale chwilami jest też strasznie.

Maciej Englert, reżyser przedstawienia, na potrzeby adaptacji teatralnej postawił na formę bajki w realizacji tego utworu. A może nawet baśni. Pierwsze sceny ekspozycji przebiegają pod znakiem wszechobecnego, obficie padającego na ziemię śniegu. Na scenie po środku siedzi przemarznięty do kości i sponiewierany przez ludzi Szarik. Jako żywo przywodzi to na myśl Dziewczynkę z zapałkami Andersena. Pies tuła się od zaułku do zaułku, od drzwi do drzwi próbując znaleźć jakiegoś dobrego człowiek  który da mu coś do jedzenia albo chociaż pozwoli się nieco ogrzać pod schodami domostwa.

Borys Szyc tworzy kreację dwojaką. Jego Szarik jest psem; aktor wciela się w zwierzę, widzimy charakterystyczne zachowania zwierzęcia, gesty, skomlenie, szczekanie. Szyc doskonale potrafi pokazać swoimi ruchami oraz intonacją głosu, kiedy są to okrzyki szczęścia, kiedy smutku, strachu, nadziei. Ale nie jest to zachowanie ludzkie, widzimy dokładnie takie same sposoby wyrażania emocji, jakie możemy zaobserwować u naszych pupili. W przerwie między kolejnymi „psimi” czynnościami, Szarik wygłasza swoje quasimonologi (jako pies nie jest rozumiany przez ludzi, ale autor sugeruje, że on rozumie ludzi i odpowiada na ich akcje i słowa) i okazuje się, że pod zwierzęcym futrem kryje się ludzki duch, który pragnie szczęścia, sprawiedliwości, a nade wszystko okazuje wdzięczność swemu wybawcy. Jest więc Szarik hybrydą – trochę psem, trochę człowiekiem. Zastanawiam się, na ile kreacja Szarika taka, jaką ją widzimy na scenie jest autorstwa Szyca. Wydaje się, że ta rola daje dosyć duże pole do własnej interpretacji. Sądzę, że inny aktor mógłby zagrać tę rolę całkiem inaczej, nadać postaci inne rysy, inne ruchy, zachowanie. Oglądanie Borysa Szyca sprawia prawdziwą przyjemność. Opowiadanie (i spektakl) jest podszyty komedią i zakamuflowaną satyrą, ale to dzięki wspaniałej kreacji aktora na widowni wznosiły się salwy śmiechu o wiele, wiele częściej, niż miałoby to miejsce podczas samego czytania utworu. Doskonale partnerują mu Krzysztof Wakuliński jako profesor Preobrażenski, Szymon Mysłakowski jako jego asystent czy też wspólnik w praktyce lekarskiej, doktor Bormental a także Barbara Wypych i Joanna Jeżewska w rolach Ziny i Darii – służby profesora. Jednakże to Szyc „skradł show”.

Szarikow uzyskawszy po przeprowadzonej operacji zaczątki ludzkiej osobowości wpada w złe towarzystwo. Sam ma jeszcze wiele zwierzęcych odruchów, jego postępowaniem rządzą atawizmy ale oprócz tego zaczyna przejawiać fascynację dochodząca do władzy partią bolszewicką. Dostaje się pod kuratelę partyjnego urzędnika, który próbuje go zainteresować ideami komunistycznymi. Szarikow staje się nowym rodzajem człowieka. Tym, kogo będący u władzy chcieliby mieć za poddanego. Tępy, bezmyślny, idący za głosem większości sterowanym przez ludzi stojących u władzy. Ślepo posłusznego i niezwykle brutalnego dla tych, którzy postrzegają rzeczywistość inaczej. Kierunek, w którym przebiega metamorfoza Szarikowa wzbudza niepokój. Chwilami nawet przeraża. Nie ma za wiele takich momentów, ale kiedy nadchodzą, widz czuje, jak ogarnia go niepokój.

O ile inny spektakl Teatru Współczesnego, Czas barbarzyńców mógł być odbierany jako bezpośrednia aluzja (wcale nie subtelna) do naszej rzeczywistości politycznej, to Psie serce jest jedną, wielką metaforą podaną w lekkiej i przyjemnej (poza małymi fragmentami) formie przedstawiającą mechanizmy historii i władzy. A jeśli mielibyśmy odczytać jakieś parabole do tego, co się dzieje w naszym polskim piekiełku, to tylko z uwagi na uniwersalność utworu.

Psie serce warto zobaczyć. Jest bardzo udanym spektaklem, podanym w lekkiej formie, ale też dotykającym ważkich spraw, takich jak granice nauki, odpowiedzialność twórcy za swoje dzieło, granice człowieczeństwa, a w końcu mechanizmy działania władzy. Co prawda trzy pierwsze aspekty są zaledwie zasygnalizowane i nie zostały rozwinięte, ale uważny widz z pewnością je dostrzeże. Przede wszystkim jednak na spektakl warto się udać z jednego powodu, którym jest doskonała rola Borysa Szyca. Wypada jedynie pochylić czoło przed jego umiejętnościami.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu Teraz Teatr.
Fotografia tytułowa autorstwa pani Małgorzaty Hueckel, pobrana ze strony Teatru Współczesnego

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *