Michał Olszewski, #Upał

To nie pomyłka, ani zaniedbanie edytorskie – tytuł powieści to rzeczywiście: #Upał. I tak właśnie powinien być czytany: Hasztag: Upał. Niewątpliwie jest to celowy zabieg autora. Tak subtelny i łatwy do przeoczenia zabieg (ja sam przez dłuższy czas podświadomie pomijałem, „nie widziałem” tego symbolu) ma tutaj swój sens – zdradza temat powieści oraz umiejscawia ją w konkretnym czasie i świecie – postinformacyjnym.

Fej, bohater #Upału, jest specjalistą do spraw kontentu w mediach społecznościowych w redakcji jednego z krakowskich dzienników internetowych. Trudno nazwać go dziennikarzem, a portal dziennikarskim, wszak specjalizuje się on w wyszukiwaniu newsów, przetworzeniu ich i puszczeniu dalej w sieci tak, aby ja najwięcej ludzi w nie klikało. Cały czas spędza wpatrując się w ekran smartfona, ponieważ boi się, że coś może go minąć, że coś przeoczy i że nie będzie pierwszy. Na bicepsie tatuaż mówiący: „24/7”. A trzeba być pierwszym; drugi w wyścigu się nie liczy. Jak mówi swoim stażystom: „Szybkość to wolność”. Na dźwięk powiadomienia reaguje jak pies Pawłowa na dźwięk dzwonka.

Fej jest typowym przedstawicielem świata mediów po upadku tradycyjnego dziennikarstwa. Jest to świat, w którym każdy może być dziennikarzem, wszak wystarczy uruchomić kamerę w telefonie. Istotą tego „dziennikarstwa”, którego Fej jest symptomatycznym przedstawicielem jest „napierdalanie statusów”; ilość i szybkość podania informacji jest o wiele ważniejsza niż jej jakość. Już na początku powieści możemy przeczytać, w jaki sposób „podrasowuje się” newsa, aby ten „żarł”, czyli zyskał czytelników. A w zasadzie nie tyle czytelników, co lajki i szery. To, czy ktoś te newsy czyta nie jest tak ważne, jak to, czy są przekazywane dalej. Informacja jest przechwytywana i przetwarzana, ale nie jest przyswajana.

Następstwem nowych technologii jest to, że informacji jest coraz więcej i szybciej. Treści jest coraz więcej, jej natłok sprawia, że trudno jest wyselekcjonować te wartościowe. A żyjemy w społeczeństwie informacyjnym – musimy wiedzieć. Najlepiej wszystko. A od czasu, kiedy świat stał się za sprawą internetu globalną wioską, wiemy, co się dzieje na innym kontynencie właściwie od razu i możemy się temu przyglądać na bieżąco. Trzeba wiedzieć wszystko, aby nie wypaść z obiegu. I to jest sedno, które też wyłuszcza Olszewski – chcemy wiedzieć, co się dzieje na drugim końcu świata, podczas gdy nie dbamy o relacje z najbliższymi. Fejowi szkoda czasu dla przyjaciół, ponieważ w tym samym czasie, kiedy miałby z nimi przebywać, może zobaczyć mnóstwo ciekawych wydarzeń, dowiedzieć się (pozornie przynajmniej) interesujących rzeczy. Nie wybiera się na pogrzeb przyjaciela, a znicz zapala mu przez internet.

Dotychczas w literaturze spotykało się sytuacje, w których bohaterowie żyli w przeszłości, której piętno odciskało się na teraźniejszości i przyszłości bohatera. U Olszewskiego mamy bohatera godnego naszych czasów. Liczą się dla niego tylko doznania i pęd przed siebie. Tempo życia wciąż wzrasta do poziomu, w którym nie da się już zatrzymać. Jest ciągłe „teraz”; przeszłość nie istnieje, przyszłość zlewa się z teraźniejszością. Iść przed siebie i nie zatrzymywać się choćby na moment – to jest sens istnienia Feja. Nie ma czasu, aby się zatrzymać i spojrzeć na siebie z dystansu. Nie ma szans na choćby chwilę autorefleksji. A może właśnie sam podświadomie wybrał taki tryb życia? Nie chce spojrzeć w swoje wnętrze, ponieważ ono by go przeraziło? Być może ten pęd to ucieczka przed samym sobą? Przed pustką egzystencji.

Fabuła to nie wszystko. W #Upał język powieści jest równie ważny. O ile nie ważniejszy niż fabuła. Proszę mnie źle nie zrozumieć; nie mamy tutaj do czynienia z przerostem formy nad treścią; forma jest nie tylko znaczoną, ale też znaczącą (odsyłam do teorii strukturalizmu de Saussure`a). Nie tylko nośnikiem treści, ale też jej częścią. Olszewski buduje narrację ze schematów, frazesów i sloganów wszechobecnych w dzisiejszym świecie nowych mediów i mediów społecznościowych. Skróty myślowe, kolokwializmy, kalki językowe, błędnie użyte związki frazeologiczne, które uległy zleksykalizowaniu – wszystko to, co znamy z internetu, z mediów społecznościowych – a szczególnie twittera, którego limit znaków wymusza ograniczenie ilości kosztem jakości przekazu – tutaj jest budulcem treści. Bohater Olszewskiego „mówi twitterem”. Niepokojące jest to, że autor niczego nie wymyśla. Odzwierciedla i adaptuje medialną rzeczywistość na potrzeby swojej książki.

Książka Michała Olszewskiego jest powieścią o mediach. Nie jest satyrą, raczej jeszcze nie odzwierciedleniem rzeczywistości. Autor konstruuje narrację czerpiąc w dużej części ze świata współczesnych mediów – zarówno pod względem fabularnym jak i językowym – wyodrębnia jego esencję, ekstrakt, a co za tym idzie tworzy atmosferę tak bardzo gęstą, że w jakiś sposób można ją rozpatrywać w kategorii karykatury. To sprawia, że powieść raczej jest ostrzeżeniem, niż satyrą. Ostrzeżeniem nie tylko skierowanym do ludzi mediów, ale też – przede wszystkim ­– ich odbiorców.

 

Michał Olszewski, #Upał, Wydawnictwo Znak, Kraków 2017.
Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *