Bóg obecny przez nieobecność – Cormac McCarthy, W ciemność

„Okrutne czasy to okrutni ludzie. Ja żem widział takie okropności, że nie wiem, jak Bóg na ich widok nie zgasił słońca i nie odwrócił się od nas”.

W ciemność to druga powieść Cormaca McCarthy’ego. Niezwykle mroczna, alegoryczna, podszyta nutą tajemniczości i grozy, sięgająca w głąb skażonej złem duszy ludzkiej. Jej głównymi bohaterami jest rodzeństwo Holme’ów – Cullen oraz Rinthy. Gdzieś u podnóża Apallachów, w zapuszczonej ruderze, którą zamieszkują samotnie, młodziutka Rinthy czeka na rozwiązanie. Jej brat od razu po porodzie zabiera niemowlę, wynosi je do lasu i pozostawia na pastwę losu. Siostrze mówi, że dziecko zmarło. Cullen wkrótce opuszcza chatę w poszukiwaniu pracy i schronienia, Rinthy natomiast czuje, że jej dziecko żyje, i wyrusza na poszukiwania. Oboje zapuszczają się w ciemność gęstego lasu, która jest krainą niewiadomego. Rinthy wchodzi do niego pełna obaw, wiedziona macierzyńskimi uczuciami, choć nie spodziewa się nawet, jakie niebezpieczeństwa tam na nią czyhają. Las zdaje się tajemnicą, odzwierciedleniem mroku duszy, który bohaterowie próbują nawet nie tyle zgłębić, ile bezpiecznie przejść i odnaleźć spokój – Rinthy poprzez odzyskanie dziecka, a Cullen poprzez ustalenie swojego miejsca w świecie.

Wędrówka dwojga bohaterów jest pełna różnorodnych przygód. Spotykają na swojej drodze co chwila postacie, które są indywiduami tyleż ciekawymi, co tajemniczymi. Chłopiec dokąd tylko idzie, niesie za sobą cierpienie bądź śmierć, zupełnie jakby ciążyło nad nim fatum, jakaś klątwa. Dziewczynka natomiast spotyka ludzi, którzy pomagają jej bezinteresownie, wspierają w trudnych chwilach, co jest niecodzienne dla twórczości McCarthy’ego. Okazuje się też, że za rodzeństwem podąża trzech jeźdźców. Gdziekolwiek się pojawią, tam ktoś umiera w męczarniach. Wędrują spowici w aureolę, stworzoną z półcienia powstałego ze światła załamanego na gałęziach drzew. Kim oni są i dlaczego tropią bohaterów? Możemy się jedynie domyślać. Kiedy do ich trójki dołączymy Holme`a, który próbował zabić swoje dziecko i niósł śmierć, gdzie tylko się pojawił, fragmenty układanki zaczynają do siebie pasować. Z trzech zrobiło się czterech jeźdźców.

W prozie McCarthy’ego Bóg jest obecny przez swoją nieobecność oraz przez nawiązania do Biblii (tutaj: motyw świń idących w ślepym pędzie w przepaść). Jedynie od czasu do czasu ktoś wspomina o Stwórcy i jego sprawiedliwości, choć świat skażony grzechem zdaje się nie Jego dziełem, ale dziełem szatana. Zupełnie jak w „Dziecięciu bożym” woła o wody potopu, które by go oczyściły, ale tak się nie dzieje. Trwa, choć być może powinien runąć już dawno. Jest to świat, który powstał w grzechu i w grzechu istnieje, świat półanalfabetów, którzy wzywają Boga jedynie wtedy, gdy chcą usprawiedliwić swoją nienawiść i niegodziwość Jego imieniem. Powieść silnie nasycona symbolami kończy się również symbolicznie, a raczej – alegorycznie. Cullen spotyka na swojej ścieżce ślepca, który mówi, że bezwarunkowo ufa Panu, a On prowadzi go ubitą drogą i nie pozwala mu z niej zboczyć. Okazuje się jednak, że ta droga prowadzi przez trzęsawisko, na którym każdy krok jest zdradliwy i może skończyć się tragicznie. Obraz ślepca podążającego tą ścieżką jest podsumowaniem książki i, jak się zdaje, alegorią życia w świecie bez Boga.

Genialne było tłumaczenie książki na język polski, która świetnie wyeksponowała prymitywizm językowy mieszkańców prowincji oraz plastyczność opisów natury utrzymanej tutaj w kolorystyce noir. Ciemność i brud są znakiem rozpoznawczym twórczości McCarthy’ego. Tej literatury się nie lubi. Jej się nie da lubić, nie widzę powodu, dla którego miałbym nawet próbować. Jedno jest jednak pewne – jest niezwykle fascynująca, aż do granic przyzwoitości, które nie tylko przekracza, lecz także całkowicie ignoruje.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Cormac McCarthy, W ciemność, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011.
Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *