Bóg mordu – Teatr 6 piętro

Myślę, że pierwsze pytanie, które zada sobie przeciętny widz, czytając opis sztuki, będzie brzmiało: czy powinienem iść na Boga mordu do teatru, skoro widziałem Rzeź Polańskiego? Odpowiadam na nie twierdząco: Tak. Koniecznie. Bóg mordu w interpretacji Teatru 6.piętro nabiera nowego wymiaru.

Bóg mordu jest dramatem Yasminy Rezy, francuskiej aktorki i dramatopisarki. Pierwszy raz wystawiony został na deskach teatru w 2006 roku, doczekał się już – o czym wspominałem – doskonałej adaptacji filmowej w reżyserii Romana Polańskiego. Aktualnie znajduje się w repertuarze dwóch warszawskich teatrów: Ateneum oraz Teatru 6 piętro. W ekspozycji przedstawione zostają dwa małżeństwa, które spotkały się, aby porozmawiać o bójce swoich synów. Rodzice poszkodowanego chłopca starają się za wszelką cenę doprowadzić do porozumienia i dyplomatycznie próbują doprowadzić do sytuacji, w której Fryderyk przeprosi Daniela, a rodzice wymierzą mu odpowiednią karę i wszyscy zapomną o tym nieprzyjemnym incydencie. Widzimy, że choć pozornie obie pary dążą do załagodzenia sytuacji, to w istocie zawsze któreś z rozmówców dorzuca jedno słowo więcej, aby przerzucić ciężar winy na drugą stronę. Posługując się terminologią sportową – obie strony dążą do remisu, ale remisu ze wskazaniem. Konflikt się zaognia.

Pojedynek rozgrywa się na kilku płaszczyznach. Bójka dwóch młokosów jest jedynie przyczynkiem do wykreowania historii o zawiści, żądzy władzy i pierwotnych instynktach, które tkwią w każdym z nas. Z jednej strony dochodzi do konfrontacji dwóch małżeństw, stających w obronie swoich synów. Jest to jasne, że rodzice za wszelką cenę chcą bronić swoich dzieci. Konwersacja rozpoczyna się od negocjacji w sprawie słownictwa, które będzie użyte we wspólnie sporządzonym oświadczeniu na temat bójki, a kończy postawionym pytaniem, czy Fryderyk miał słuszność bijąc kolegę. Dochodzi też do konfliktu wewnątrz obu małżeństw. Jak się okazuje, w małżonkach drzemią wzajemne pretensje, skrywane konflikty i archetypiczne antagonizmy płci. Bóg mordu od prostej linii podziału: małżeństwo Reille – małżeństwo Houllie, fabuła przechodzi w konfrontację męża i żony w obrębie związku, a jeszcze dalej – roli mężczyzny i kobiety w społeczeństwie. W obu związkach małżonkowie są własnymi przeciwieństwami. Cierpliwy i ugodowy Michel oraz nieco histeryczna Veronique z jednej strony; a z drugiej nieco arogancki i wycofany Alain oraz jego żona Anette, która ma problemy z powściąganiem swych emocji. Okazuje się, że we współczesnych związkach nie ma miejsca na czystą grę, każdy chwyt jest dozwolony. Cywilizacja i kultura stopniowo korodują, okazuje się również, że tkwi w nas dzikus, pierwotna siła, konieczność dominacji. Bóg mordu dochodzi do głosu. Bóg mordu i supremacji, który nakazuje dążyć do realizacji osobistych celów, bez oglądania się na innych, nawet najbliższą rodzinę. Czy rzeczywiście ludzie w głębi ducha są egoistami, skupionymi jedynie na sobie?

Z przedstawienia Teatru 6 piętro możemy odczytać przekonanie, że małżeństwo nie jest idealnym związkiem dwojga ludzi, ale kruchym sojuszem nad którym stale należy pracować, w którym konflikt i nieporozumienia są codziennością (co jasne). Ciekawsze jest jednak to, że Reza odczarowuje mit rodzicielstwa jako najlepszego doświadczenia, które może się przytrafić. W życiu. Posiadanie i wychowywanie dzieci jest wielkim wyzwaniem, przynosi rozczarowania i kłopoty. Michel mówi: „Największą próbą, na jaką Bóg może wystawić człowieka jest małżeństwo. Małżeństwo i rodzicielstwo”. Stąd też jednym z ważniejszych wątków dramatu Rezy jest studium rozpadu więzów małżeńskich, które kruszą się pod wpływem tkwiącej w podświadomości żądzy władzy. Wojna płci dochodzi do karykaturalnych rozmiarów. Publiczność śmieje się co chwilę, ale trudno nazwać to przedstawienie komedią, ponieważ choć komizm  tutaj istnieje, to jego trzonem jest groteska, a nie gra słowna, czy też sytuacji. Tradycyjna definicja komedii (sięgająca czasu teatru elżbietańskiego) czyli historii, która po prostu ma szczęśliwe zakończenie także nie jest adekwatna do Boga mordu.

Niewątpliwie siłą przedstawienia jest gra aktorska. Cezary Pazura wykreował postać pozornie cierpliwego, zrównoważonego mężczyzny, który za wszelką cenę dąży do załagodzenia konfliktu, ale od czasu do czasu traci nad sobą panowanie, równocześnie potrafi mistrzowsko operować ironią. Michał Żebrowski w roli opanowanego i aroganckiego (co chwilę rozmawia przez komórkę, nie zwracając uwagi na obecnych) adwokata również daje świetny pokaz kunsztu aktorskiego. Rola Alaina nie jest prosta, ponieważ jest on postacią nieco schizofreniczną, kryją się w nim dwie osobowości – nieobecnego i zdystansowanego mężczyzny, który chwilami pokazuje swoje wyrachowanie.  Anna Dereszowska i Jolanta Fraszyńska dotrzymały kroku kolegom. Ich role także wymagały wiele wysiłku, ze względu na złożenie ich psychiki. Każdą z postaci można określić jako mniej bądź bardziej schizofreniczną, ale to może ze względu na to, że każda z nich na swój sposób przybiera postawę, tarczę odgradzającą tkwiącego w nich dzikusa przed światem zewnętrznym, jednak ten pierwotny wydostaje się na zewnątrz, nieważne jak mocna jest ta tarcza.

Przedstawienie jest tak prawdziwe, że aż boli. Celnie trafia w fałsz naszego złudnego poczucia, że kultura i dziedzictwo humanistyczne wystarczają do harmonijnego współżycia w większych i mniejszych kręgach społecznych. Cywilizacja i idee są jedynie fasadą, która skrywa mury pierwotnej, brutalnej siły. Obserwujemy w trakcie spektaklu jak ta fasada się kruszy, odsłaniając prawdziwe fundamenty istnienia. Myślę, że taką interpretację sugeruje przynajmniej scenografia i tło muzyczne. Pokój, w którym rozgrywa się tragikomedia jest ozdobiony w motywy trybalne lwich głów, podobnie muzyka rozpoczynająca i kończąca przedstawienie, przypomina walenie w bębny afrykańskich plemion. Do skruszenia tej fasady nie trzeba wiele – jedno słowo za dużo, ton głosu. Niewiele potrzeba, aby obudzić w sobie dzikusa.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

 

Czas trwania spektaklu: 95 minut bez przerwy.

reżyseria: Małgorzata Bogajewska

przekład: Barbara Grzegorzewska

scenografia: Maciej Chojnacki

opracowanie muzyczne: Rafał Kowalczyk




Obsada:

Veronique Houllie - Jolanta Fraszyńska

Michel Houllie - Cezary Pazura

Annette Reille - Anna Dereszowska

Alain Reille - Michał Żebrowski
Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *