Spalona ziemia – Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej

Druga wojna światowa – największy konflikt zbrojny w historii – zdewastowała całą Europę. Pozostawiła za sobą dymiące zgliszcza miast, zniszczyła doszczętnie infrastrukturę, pozbawiła państwa instytucji rządowych. Bezkrólewie to niosło za sobą groźbę wybuchu ogólnoeuropejskiej wojny domowej. Wiele państw musiało zaczynać właściwie od zera odbudowę swoich miast i państwowości. Europa została dzikim kontynentem, który musiał się dźwignąć z kolan i wyjść z chaosu. Błędem jest mniemanie, że pokój nastąpił od razu po pokonaniu Niemiec. Co prawda niemal natychmiast Stary Kontynent zaczął się odbudowywać, zarówno materialnie, jak i politycznie, ale mniejsze konflikty nie wygasły nawet przez kilka lat, a spory etniczne wybuchły ze zdwojoną siłą. Książka Keitha Lowe’a opowiada o tym, jak małe, lokalne antagonizmy utrzymywały i eskalowały tkwiące w ludziach najgorsze instynkty. Ruiny, które zostawiła za sobą niemiecka armia, były czymś więcej niż tylko zniszczonymi budynkami, więcej niż pogwałceniem tradycji i kultury, która kształtowała się przez wieki w Europie. W istocie był to pokaz siły ludzkiej autodestrukcji, bluźnierstwo wymierzone Bogu poprzez pokazanie niemal geniuszu destrukcji – antykreacji. Spod ruin zawalonych domów miało zakwitnąć zło, które ponownie opanuje kontynent.

Już w czasie wojny zaczął się wielki kryzys żywnościowy, a głód zaczął być używany jako broń do wyniszczenia „niższych ras”. Niemcy stosowali w tym celu taktykę spalonej ziemi. Kiedy alianci zdobyli przewagę w wojnie, również tereny niemieckie przeszły regularne bombardowania, a to miało swoje przełożenie na lata powojenne. Brak pól uprawnych, które były wyjałowione, brak nasion i zwierząt hodowlanych sprowadziły widmo głodu na całą Europę. W konsekwencji silnego i powszechnego niedożywienia wybuchały epidemie, które objęły cały kontynent. Według badań historyków w całej Europie przesiedlono siłą w latach 1939-1945 ponad 40 mln ludzi[1]. Na ulicach europejskich państw było wtedy mnóstwo ludzi, przeganianych od miasta do miasta, z państwa do państwa, niemogących odnaleźć swojego miejsca na Ziemi. Było to dla nich traumatyczne przeżycie, które pozostawiło trwały ślad w ich psychikach. W połączeniu z powszechnym głodem doprowadziło to do najpoważniejszej katastrofy – ruiny dusz ludzkich, upadku moralności. Brak pożywienia doprowadził do prostytucji wśród kobiet, które sprzedawały swoje ciała w zamian za posiłek. W Neapolu w zamian za garść słodyczy kilkuletni chłopcy sprzedawali pornograficzne pocztówki, usługi swoich sióstr i siebie. Na porządku dziennym były plądrowania i kradzieże.

Kiedy wojna zbliżała się do końca, do ludzkich serc wkroczyła nadzieja. Zwycięski pochód armii aliantów na Berlin zrodził optymizm. Widać było dużą aktywność w życiu społecznym, politycznym i kulturalnym. Była to przeciwwaga dla upadku moralnego, który zaszedł podczas II wojny światowej i przetrwał jeszcze kilka lat. Głównym elementem mającym spajać jedność narodów była wiara w bohaterstwo obrońców napadniętej ojczyzny, dzięki którym Europa mogła się odrodzić. Rozkwit przeżywa wtedy literatura wojenna o dzielnych żołnierzach walczących o wolność ojczyzny. Aczkolwiek z drugiej strony na miano ironii i złośliwości historii może zakrawać fakt, że właśnie po wojnie zaczęły się okrutne akty przemocy. Ludzie, którzy przeżyli hekatombę, przeżyli wszystko, co najgorsze może się zdarzyć człowiekowi, dlatego życie ludzkie nie miało dla nich wartości. Nie cofali się przed niczym. Przemoc przeszła do porządku dziennego, na jej akty nie zwracano większej uwagi. W październiku 1944 roku wojska sowieckie wkroczyły do Niemiec. Pierwszą wioską, która stanęła im na drodze, był Nemmersdorf. Do dzisiaj ta nazwa jest symbolem okrucieństwa Armii Czerwonej, która w wojennym szale zabiła wszystkich jej mieszkańców – mężczyzn, kobiety i dzieci, a następnie okrutnie okaleczyła zwłoki. W innych wioskach dochodziło do równie bestialskich mordów na cywilach, do gwałtów, pobić. Ciała zabitych były podziurawione bagnetami. Co gorsza, te masakry nie miały militarnego znaczenia. Jedynym powodem tych zdarzeń była zemsta. Na terenach uwolnionych spod okupacji sytuacja bardzo szybko wymknęła się spod kontroli. Żołnierzy alianckich było za mało, aby opanować żądnych zemsty uwolnionych ludzi. W Pradze niemal natychmiast po odbiciu miasta wtrącono do obozów tamtejszych volksdeutsche’ów. Kazano im nosić na ramieniu opaskę z namalowaną swastyką, według świadków powtórzono wszystkie okrucieństwa, które działy się tutaj pod panowaniem niemieckim, ale tym razem role kata i ofiary się odwróciły. W obozach założonych w Polsce (Zgoda, Potulice, Łambinowice) powtórzyły się obrazy znane z Auschwitz. Oczywiście nie sposób porównywać obu tych wydarzeń, wszak w polskich obozach nie chodziło o eksterminację Niemców, ale o to, aby Niemcy doświadczyli tego co Polacy. Oficjalnie przemoc w tych obozach była zakazana, jednak skala okrucieństw była zatrważająca. We Francji doszło do masowego karania kobiet, które utrzymywały stosunki seksualne z okupantem. Traktowano je jako zdrajczynie narodu, dlatego publiczne golenie głów tych kobiet przybrało wymiar oczyszczenia społecznego i politycznego. Chciano w ten sposób zmazać winy całego narodu, który w mniejszym bądź większym stopniu (chociażby przez bierność) pomógł okupantowi.

Po konferencji Wielkiej Trójki w Jałcie okazało się, że w Nowej Europie to ludność miała się dostosować do nowych granic państw, alianci narzucili system, który wymagał współistnienia różnych grup etnicznych, co wobec wzajemnych animozji, nieufności oraz powojennego nacjonalizmu doprowadziło do przesiedleń, czystek i wypędzeń. Zemsta dawała ludziom poczucie, że nie są już tylko biernymi świadkami zdarzeń, zadawanie ciosów Niemcom powodowało satysfakcję, ale też poczucie odzyskania władzy. Na obszarach, gdzie instytucje publiczne straciły swoje znaczenie, przejęcie ich obowiązków karania miało na celu zyskanie przekonania, że sprawiedliwość jest możliwa. To oczywiście nie usprawiedliwia tego, co zaszło. Nie można legitymizować odwetu, ponieważ bardzo łatwo wpaść w spiralę okrucieństwa.

Na Wschodzie istniejąca przez wieki wielokulturowość została zniszczona. Sąsiedzi zwrócili się przeciw sąsiadom. Całe społeczności stały się po wojnie kozłami ofiarnymi oraz były napiętnowane mianem zdrajców. Duży w tym udział miała Rosja Sowiecka. Mogłoby się wydawać, że ich internacjonalistyczna idea spowoduje jedność wśród ludności państw satelickich. W istocie było odwrotnie. Władze sowieckie doprowadziły do wymiany ludności i przesiedleń. Chodziło o to, że łatwiej jest kontrolować wypędzonych niż zakorzenionych w lokalnej krainie i kulturze. Chaos powstały po deportacjach był idealną okazją do głoszenia idei rewolucji i lojalności wobec Moskwy. Bardzo ciekawy jest rozdział, w którym autor opowiada o przejęciu władzy przez komunistów w Rumunii. Był to kraj, który stosunkowo niewiele ucierpiał w trakcie wojny, a rumuńskie instytucje władzy pozostały nienaruszone. To, co działo się w Rumunii zaraz po wojnie, pokazuje, jak w istocie działa komunizm, w jaki sposób walczy o władzę i jak zaprowadza swoje rządy. W tym rozdziale dostajemy państwo totalitarne w pigułce[2].

Lowe przywołuje świadectwa ludzi, którzy przeszli gehennę – najpierw wojenną, a następnie „stabilizacyjną”, opisuje wszystkie okrucieństwa, których doświadczyli. Nie epatuje przy tym złem. Próbuje raczej zrozumieć, jakie były powody tych zajść. Z jednej strony był to brak pożywienia i następujący w wyniku tego głód, ale też wzajemna nieufność. Jak się wydaje, głównym powodem powojennej fali pogromów, przesiedleń, dyskryminacji była żądza zemsty. Odwet miał być zadośćuczynieniem i sprawiedliwością dla pokrzywdzonych, ale miał też – o czym już pisałem – symboliczne znaczenie przejęcia władzy i odpowiedzialności za swój los, kraj. Pozostaje nam tylko wielkie zdumienie nad tym, jakie ciemne oblicze tkwi w człowieku, i jeszcze większe zdziwienie, że po takich potwornościach cywilizacja i człowiek zdołali się podnieść. O przeszłości należy pamiętać i ją czcić, ale nie należy rozpamiętywać, bo inaczej nigdy nie wyjdziemy ze spirali gniewu, w którą wpadli nasi przodkowie, a z której nie potrafimy się wydostać. Lowe udowadnia, że to nie przypominanie win wzmaga nienawiść, ale sposób, w jaki są one wspominane, i cel, któremu to służy. Wyjmowanie wydarzeń z kontekstu i ich przeinaczanie dla własnych celów potrafi zachwiać równowagę historii. Książka udowadnia również, że nie ma czegoś takiego jak absolutna, jedyna wersja historii, dlatego należy starać się wypracować jej sens wspólnotowy. Bardzo miłym akcentem szczególnie dla polskich czytelników będzie to, że w ostatnim rozdziale autor jako przykład pojednania podał historię powojennych relacji polsko-niemieckich i oparty na przebaczeniu powolny, acz konsekwentny kierunek ku wypracowaniu wzajemnego szacunku i w końcu przyjaźni[3].

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Keith Lowe, Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej, przełożył Mirosław P. Jabłoński, red. Agnieszka Horzowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2013.

 

[1] Keith Lowe, Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej, przełożył Mirosław P. Jabłoński, red. Agnieszka Horzowska, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2013, s. 53

[2] Tamże, por. 393-411

[3] Tamże, por. s. 465.

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *