Kolacja Kanibali. Teatr Polonia

Okupowana Francja lat czterdziestych. Siedmioro przyjaciół spotyka się w mieszkaniu Sophie, aby świętować jej urodziny. W pewnym momencie za oknami rozlegają się strzały. Jak się okazuje zastrzelonych zostało dwóch niemieckich oficerów. Chwilę później w mieszkaniu przerażonych Francuzów pojawia się oficer SS, składając zgromadzonym propozycję nie do odrzucenia. Tak się zaczyna gra w wyznaczanie granic dobra i zła, w którą przyjaciele zostają wplątani wbrew własnej woli.

Dobrze wykształcony w duchu klasycznym esesman Kaubach, w gospodarzu przyjęcia rozpoznaje swojego antykwariusza, z którym lubił prowadzić rozmowy o filozofii starożytnej. Świat idei antycznych nie jest mu obcy, ale wbrew temu, co moglibyśmy się spodziewać, Kaubach nie okazuje litości, nie działa w duchu humanizmu (choć sam twierdzi inaczej), ale składa swojemu dawnemu partnerowi w dyskusji pewną bardzo perwersyjną propozycję. Ze względu na to, że w odwecie za śmierć żołnierzy z każdego mieszkania ma zabrać po dwóch zakładników, pozwala gospodarzowi i zaproszonym wybrać samodzielnie, kto z nich zostanie stracony.

 

Inteligentny i oczytany oficer niemiecki robi coś, czego w żadnej mierze byśmy się nie spodziewali po postaci jego pokroju. Podejmuje grę ze zgromadzonymi w mieszkaniu Francuzami, posługując się nimi jak pionkami, rozstawiając na planszy, ale pozwalając im samym wykonywać ruchy. Jest to dla niego coś w rodzaju eksperymentu w izolowanym środowisku. Nie jest też tak, że Kaubach nie zna granic, których nie można przekroczyć, że nie zna wartości, nie potrafi rozpoznać dobra i zła. Wszystko świetnie zna i rozumie. Wchodzi w rolę Boga, mówiąc (z cyniczną ironią): „Macie wolną wolę. Wybierajcie”. Jego wyrachowanie sięga szczytu, kiedy mówi: „Nie myślcie, że musicie uśmiercić dwie osoby, ale ocalić pięć”. Nie jest tak, że w przedstawieniu została dokonana prosta linia podziału na intelekt i emocje albo też rozum – wiara. Różnica jest bardziej subtelna, ale znaczna. Francuzi, których postanowił obserwować i grać ich kosztem, zostali już wcześniej na którymś etapie wykluczeni przez niego z cywilizacji jako gorszy rodzaj. Stąd też prawo moralne ich nie dotyczy, a przynajmniej nie to samo, które dotyczy jego. Stąd też nie miał skrupułów, aby zrobić to, co zrobił. A uwięzieni Francuzi? Oni po prostu chcą przeżyć. Zaczyna się rozgrywka, w której nie ma czegoś takiego jak zasady, przyjaźń, miłość. Cała siódemka zwraca się przeciw sobie, szczując nawzajem i oskarżając. Jak się okazuje, Sartre miał rację pisząc: „Piekło to inni”. W tym świecie poza światem istnieje tylko instynkt. W tym świetle widzimy, że moralności, cywilizacji i kultury nie można uznać za uniwersalne. Wciąż tkwi w nas pierwotna mentalność plemienna, która nakazuje nam troszczyć się jedyne o najbliższych, a wykluczać z naszej moralności obcych. Zastanawiając się na tym, można szybko sobie uświadomić, że tak jest do dzisiaj.

Kaubach zostawia zgromadzonych samym sobie, wracając tylko co jakiś czas, aby nakręcić konflikt, który – jak się okazuje – wcale nie potrzebuje jego dodatkowych interwencji, aby pochłonąć w całości zgromadzonych w pokoju Francuzów. On jedynie daje im dodatkowy bodziec. A problem, który staje przed przyjaciółmi jest tak naprawdę nie do rozwiązania. Czy ktoś potrafi ocenić wymiernie wartość człowieka? Czy są jakieś wyznaczniki pozwalające stwierdzić, kto ma większe prawo do życia, pamiętając wciąż, że będzie to przetrwanie kosztem innej osoby?

Mogłoby się wydawać, że przy tego rodzaju tematyce wprowadzenie elementów humorystycznych jest co najmniej nie na miejscu, niewłaściwe albo pogwałceniem jakiegoś tabu. Jednakże przedstawienie Lenkosza wcale nie jest wolne od komizmu słownego czy sytuacyjnego. Wręcz przeciwnie – co chwilę widownia zaczynała się śmiać. Szczególnie z pomysłów i słów Andre – drobnego szmuglera i handlarza, który za wszelką cenę chce przeżyć, bez względu na wszystko. Jego punkt widzenia jest bardzo prosty, a tok myśli niezwykle precyzyjny, rzeczowy i logiczny. Jednakże w zestawieniu z tematyką i tym, co się aktualnie dzieje na scenie to wszystko niepomiernie bawi widzów. Dlaczego? Ponieważ widz jest jedynie widzem, ma komfort dystansu. Nie jest w centrum sytuacji, ani nie jest podmiotem. Z tego samego względu możemy też kalkulować, zastanawiać się, co by było gdyby. Roztrząsać te kwestie, o które pytałem w poprzednim akapicie. Ale to wciąż pozostaje dyskusja czysto akademicka. Co by było gdyby ten dystans został skrócony do uczestnictwa w wydarzeniach? Nawet nie chcę sobie wyobrażać. Jedno jest pewne – te właśnie elementy humorystyczne sprawiają, że przedstawienie da się oglądać. W przeciwnym razie atmosfera byłaby wręcz zabójcza.

Kolacja kanibali to teatr moralnego niepokoju w pełnym znaczeniu tego pojęcia. Przedstawienie udowadnia, jak mało o sobie wiemy i do jak bardzo potwornych czynów człowiek jest zdolny, kiedy do głosu dochodzi pierwotny instynkt przetrwania. Oczywiście nie jestem w stanie potępić żadnego ze zgromadzonych na przyjęciu. Sam nie wiem, jak bym się w tej sytuacji zachował. I to chyba jest najgorsze.

 

 

Czas trwania spektaklu: 110 minut, bez przerwy

Data premiery: 6 listopada 2014

Adaptacja francuska:  Julien Sibre

Przekład adaptacji:  Elisabeth Duda w opracowaniu Piotra Skotnickiego

Reżyseria:  Borys Lankosz

Scenografia:  Arkadiusz Kośmider

Kostiumy:  Magdalena Biedrzycka

Światło:  Adam Czaplicki

Praca nad słowem:  Grażyna Matyszkiewicz

Konsultacje z języka niemieckiego:  Aleksandra Czechowska-Błachiewicz, Andrea Bagdasarian

Asystent scenografa

i kostiumologa:  Małgorzata Domańska

Producent wykonawczy i asystent reżysera:  Marta Więcławska

Asystent producenta wykonawczgo:  Klaudia Błazik



Obsada:

SOPHIE:  Aleksandra Domańska

VIKTOR:  Andrzej Deskur

DR JEAN-PAUL:  Kamil Maćkowiak

VINCENT:  Piotr Makarski

PIERRE:  Grzegorz Stosz

FRANÇOISE :  Justyna Grzybek

ANDRE:  Zbigniew Konopka

KAUBACH:  Rafał Mohr

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu TerazTeatr.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *