Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie. Teatr Dramatyczny

Małżeństwo z wieloletnim stażem, Robert i Sara goszczą u siebie w mieszkaniu ich starego przyjaciela, Donalda. Przyjazna początkowo rozmowa staje się nieprzyjemna, kiedy Donald – niby przypadkiem – pyta Sary kto był u niej pod nieobecność męża w ostatni poniedziałek. Sara utrzymuje, że był to Marcus, brat Roberta, jednakże Donald upiera się, że Marcus cały poniedziałek spędził z nim. Rozmowa zaczyna się robić coraz bardziej nieprzyjemna.

Błaha początkowo rozmowa przeradza się w konflikt, w którym oponentami stają się małżonkowie między sobą oraz Donald z Sarą. Nie jest do końca pewne, co Donald chce osiągnąć mącąc i wzmagając wątpliwości co do uczciwości małżonki w Robercie. Nie wydaje się, żeby nadrzędną dla niego wartością była prawda sama w sobie, tak samo mało prawdopodobne jest, że wprawianie w zakłopotanie Sary sprawia mu przyjemność. Mówi jedynie, że jest „tym wszystkim” zmęczony. „Tym wszystkim”, czyli: słowami, które musi wypowiadać każdego dnia, tajemnicami, padającym od trzech dni deszczem, życiem. A najbardziej samym sobą. To nie wyjaśnia jego intencji. Zresztą nie będą one ujawnione aż do końca spektaklu.

Zdzisław Wardejn i Katarzyna Herman. Foto: Kasia Chmura/Teatr Dramatyczny w Warszawie

Rozmowa chwilami schodzi na bardzo poważne tematy, tak zwane „uniwersalia”, dotykając takich problemów jak : miłość, nienawiść, Bóg, śmierć. Teorie, które w tych dialogach (częściej monologach) padają są bardzo interesujące i bez wątpienia zmuszają do myślenia, jednakże czasami miałem wrażenie, że były jakby na siłę dopasowane do kontekstu tego, co się działo na scenie, dociśnięte kolanem. Brak było płynnego przejścia od swobodnej rozmowy do tychże treści.

Spektakl nie stroni również od humorystycznych dialogów. Konfrontacja słowna bohaterów wywołuje co chwilę uśmiech na twarzach widzów. Nie jest to humor satyryczny ani karykaturalny, bazuje raczej na kontraście charakterów, a czasami jest absurdalny, łamie pewne idee, tabu. Dramat przeplatuje się z komedią.

Letnie osy kąsają nas nawet w listopadzie – tytuł jest tyleż zagadkowy, co metaforyczny. W trakcie przedstawienia szybko staje się jasne, że chodzi o problemy egzystencjalne, które pojawiają się w młodości, ale nie dają spokoju nawet w jesieni życia. A może nawet właśnie wtedy przybierają na sile. A chodzi o to, aby odnaleźć sens w swoim życiu. Niektórzy szukają go do samego końca.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu TerazTeatr.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *