Miasto z historią – Warszawa 1935

Warszawa 1935 to film zrealizowany przez studio Newborn w technologii 3D. Jest to animacja przedstawiająca stolicę Polski w realiach międzywojennych, wiernie odwzorowująca  kamienice, samochody oraz – choć to może mniej uchwytne – klimat stolicy czasów belle epoque. Film ma dosyć prostą koncepcję – intro wprowadza nas w największe osiągnięcia polskiej nauki i techniki, przedstawia małe kalendarium tych wydarzeń aż do roku 1935, który jawi się jako szczyt rozwoju Warszawy i pośrednio Polski.

Film można podzielić na trzy wyraźne części. Pierwsza jest niezwykle mroczna, przeważają w niej ciemne barwy, niebo spowite jest chmurami burzowymi, ulice spływają jeszcze deszczem. Przeważa atmosfera niepokoju, ukrytego zła, pozornego chaosu. Muzyka wzmaga te uczucia odpowiednio odzwierciedlając to, co się dzieje na ekranie. Druga część to widok centrum miasta z lotu ptaka. Kamera krąży, zatacza koła nad ciasnymi uliczkami i nad budynkami, pokazuje harmonię i spokój miasta, w którego centrum wznosi się dumnie najnowocześniejszy wówczas drapacz chmur – budynek Prudential. Budynek ten był symbolem stolicy i jej dynamicznego rozwoju oraz odradzania się państwa po dwustu latach niewoli. W tej części filmu twórcy położyli nacisk przede wszystkim na monumentalność jako cechę najlepiej charakteryzującą Warszawę. Trzecia i ostatnia część przenosi nas w okolice ulicy Marszałkowskiej i Łazienek. Kamera tym razem porusza się po ulicy, lawiruje płynnie między automobilami i tramwajami. Ruch uliczny jest wstrzymany, podobnie jak ruch pieszych na chodnikach. Jest to ostatni rzut oka na miasto, zatrzymanie go w czasie i przestrzeni. Wydaje się, że celem tej części jest utrwalenie przeszłości w teraźniejszości i nie pozwolenie na to, by przeminęła.

Miasto przedstawione w filmie naprawdę robi wrażenie. Jest piękne, harmonijne i stanowi pamiątkę przeszłości, która bezpowrotnie minęła. Jak powtarzali twórcy filmu, Warszawa 1935 jest o mieście, którego nie ma. I coś w tym jest, bo zaraz po seansie tego filmu w naszej pamięci miasta już nie ma. Choć w trakcie filmu patrzymy na obrazy, nie mogąc oderwać wzroku, to po napisach końcowych ta wizja odchodzi w niepamięć, tak jak przedwojenna Warszawa. A mogło być lepiej. Wystarczyło zamienić te trzy cząstki kolejnością i efekt byłby o wiele lepszy. Najpierw należało pokazać miasto nieruchome, z perspektywy ulicy, aby dać czas widzom na zapoznanie się z nim. Następnie powinny zostać wprowadzone zdjęcia z lotu ptaka, aby uderzyć monumentalnością i harmonią miasta, jego dynamizmem i pięknem. Wzbudzić dumę i nostalgię, aby w części trzeciej pokazać ulice spowite mżawką, czarnymi chmurami, zaciemnione niczym w czasie zaćmienia słońca. Kontrastowałoby to z tym, co już widzieliśmy, a jednocześnie wnosiłoby atmosferę niepokoju, dodatkowo wzmaganą świadomością tego, co wydarzy się za cztery lata. Ta atmosfera byłaby zapowiedzią wojny i zagłady, jakie czekają miasto i kraj.  Stosując takie rozwiązanie, twórcy wzmogliby uczucie dumy, tęsknoty i sentymentu – i z takimi emocjami zostawiliby widzów po seansie, sprawiliby, że wizja miasta dłużej by z nimi została. Teraz film kończy się nagle, jakby urywa całkiem niespodziewanie i pozostawia wrażenie niedokończonego. Co jeszcze można było poprawić? Być może skorzystać z rozwiązania, które było choćby w trailerze – nałożenia na siebie metodą kolażu animacji Warszawy lat trzydziestych na zdjęcia stolicy lat dzisiejszych, aby można było oba te miasta ze sobą porównać. Niewielu się spodziewa, jak pięknym miastem była Warszawa.

Wszystko to sprawia, że Warszawa 1935 jest filmem tylko dobrym, podczas gdy mógłby być bardzo dobrym i godnym uwagi nie tylko dla mieszkańców stolicy.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *