Noc żywych Żydów w Teatrze Dramatycznym w Warszawie

Żydzi pozostali na naszym świecie ponieważ boją się, że mogliby zrozumieć, a co gorsza wybaczyć swoim oprawcom. Być może obawiają się, że zrozumienie i wybaczenie byłoby równoznaczne z zapomnieniem. Rachela natomiast została, ponieważ nie potrafiła się uśmiechnąć, a kto nie potrafi uśmiechnąć się przed bramą raju ten jej nie przekroczy. Jej ojciec też został na naszym świecie, ponieważ nie chciał jej zostawić samej.

Jej bohaterem jest współczesny warszawiak, glazurnik z uniwersyteckim dyplomem. Choć ukończył studia zarabia na życie układając płytki. Niezależny rzemieślnik z wyboru, cwaniak z przekonań. Arogant i egoista wycofany ze społeczeństwa. Nie płaci podatków, by oszukać system i zakpić z płacących frajerów. Jest nosicielem wszelkiego rodzaju uprzedzeń. Kpi z „pedalstwa”, z prawicowców oraz dorobkiewiczów, dla których wykonuje różowe barokowe stiuki. Mieszka na Muranowie, warszawskiej dzielnicy zbudowanej na gruzach getta. Główny bohater wchodzi w posiadanie srebrnego serca, legendarnego talizmanu, których miał chronić Żydów przed złem. Wisior chcą odzyskać ich prawowici właściciele jak również trójka neonazistów, tępawych dresiarzy, spędzających cały wolny czas w galerii handlowej Arkadia. Znudzeni codziennością w końcu znajdują dla siebie cel – ratowanie Polski przed nieumarłymi Żydami, którzy wyszli z ciemnych piwnic getta i pojawili się na ulicach Warszawy.

Dlaczego właśnie Arkadia jest miejscem centralnym opowieści? Z dwóch względów – Arkadia czyli Raj. Tam właśnie powinny się udać żydowskie dzieci zamordowane podczas Holokaustu. Druga sprawa i chyba ważniejsza – o ile się nie mylę, Arkadia stoi w miejscu stacji kolejowej, z której odchodziły transporty do Treblinki. Mają tę świadomość widzimy ten ostry i przygnębiający kontrast między śmiercią niewinności i życiem poświęconym jedynie konsumpcji. Ostatnio słowem-kluczem dla interpretacji współczesnej literatury jest właśnie „konsumpcjonizm”. Nie chcę go używać zbyt często, gdyż już powoli trąci banałem, ale tutaj też muszę użyć tego terminu. Noc żywych Żydów jest w dużej części satyrą na konsumpcjonizm. Czułem pewien dyskomfort psychiczny, kiedy Rachel i inni Żydzi patrzyli na ówczesną Warszawę i zmiany w sferze obyczajów. Szczególnie, jeśli sobie przypomnimy słowa, które padły na początku przedstawiania, że Warszawa jest wielkim cmentarzem niewinnych ofiar nazizmu.

Noc żywych Żydów to przede wszystkim bardzo skomplikowana fabuła. Może się wydawać, że jest to zlepek niepowiązanych ze sobą wątków, w których jedynie bohaterowie są ci sami. Symbolicznie reprezentuje chyba chaos współczesnego świata i brak hierarchii wartości. Sam temat natomiast prezentuje pozostałość kompleksu Żyda, który wciąż chyba tkwi w zbiorowej podświadomość narodu. Ostachowicz zamiast milczenia bądź bicia się w piersi zdecydował się na specyficzną formę estetyczną. Jest to surrealistyczna, groteskowa i zarazem prawdziwa historia opowiedziana za pomocą czarnego humoru w bardzo niekonwencjonalnym stylu. Komizm przeplata się z tragizmem. Nasi domorośli faszyści, których do swoich celów chce wykorzystać wracający do życia funkcjonariusz NSDAP. Fragmenty,  których występuje trzech warszawskich neonazistów są przekomiczne i bawią widzów niepomiernie. Co chwilę sala zanosiła się śmiechem. Doskonałą kreację stworzył Krzysztof Ogłoza, przywódca trójki nazistów, ucharakteryzowany na Hitlera, którego gesty i mowę wspaniale naśladuje. Był to brawurowy popis jego aktorskich umiejętności.

Teatr współczesny w formie wyrazu – korzysta w pełni z dobrodziejstw techniki. Interaktywne pokazy multimedialne są wykorzystywane w charakterze scenografii. Na ścianie sceny wyświetlane były między innymi filmy nagrane na potrzeby spektaklu w pobliżu DH Arkadia.

Ostatnia myśl, jaka przyszła mi do głowy już po spektaklu brzmiała: „dziwne to było”.

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *