Marzenie ze słoika śledzi – Zostawić Islandię

Wbrew pierwszemu wrażeniu, jakie można odnieść po pobieżnym przekartkowaniu książki, Zostawić Islandię nie jest reportażem ani przewodnikiem. Jest po trochu gawędą, luźno zapisanym pamiętnikiem, powstałym z sentymentu, a w jakiejś części też opowieścią o kraju, który wydaje się być przeznaczeniem autora od wielu, wielu lat. Przeznaczeniem, które udało się wypełnić.

Islandia w książce Klimki-Dobrzanieckiego, zrazu kraina odległa, pokryta mgłą tajemnicy, nieuchwytna, staje się wyspą zdobytą, która przyjęła na swoje łono przybysza z wschodnich rubieży Europy. Nie było łatwo się na nią dostać. Zaczęło się od małego słoika śledzi zakupionego gdzieś w osiedlowym sklepiku, którego etykieta była zadrukowana dziwnym alfabetem. Niby naszym, ale innym, pełnym kropek, kresek, myślników… I tak marzenie o odległym lądzie przerodziło się w fascynację. Fascynację, która pchała autora do przodu, mimo przeciwieństw.

Islandia staje się Utopią zdobytą. Nie bajkową utopią, krainą wiecznej szczęśliwości, ale wyspą, na której można zbudować swój dom i założyć rodzinę. Ale wpierw była ciężka praca, aby zaznać gościnności Islandii musiał jej dać coś od siebie – dużo poświęcenia. Właśnie tak Klimko-Dobrzaniecki wydaje się traktować tę krainę – jako byt, nie jako jedynie kawałek wyspy. Próbuje ją zrozumieć. Książka nie opowiada o Islandii tak jak przewodniki czy bedekery. Ona odzwierciedla subiektywne odczucia autora, opisuje znaną mu Islandię, nie tylko od strony lodu, wulkanów, skał i innych osobliwości natury (w książce znajdziemy piękne zdjęcia) ale też opowiada o ludziach, który tam mieszkają, którzy sprawiają, że Islandia jest sobą. Opowiada o prostocie, z jaką funkcjonuje państwo, o życzliwości jego sąsiadów, o pozbawionej fanatyzmu religijności, nieco zagubionej w formalizmie.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki w książce opowiada jednak też o sobie samym. Wydaje się, że miejscami fabuła ma charakter intymnego wyznania (samooczyszczenie, autoterapia autora?); pisarz odkrywa przed czytelnikami własną wrażliwość, przez pryzmat której widzi Islandię. I gdzieś w tle dźwięczy ton tęsknoty, sentymentu i poczucia straty.

 

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, Zostawić Islandię, Noir sur blanc, Warszawa 2016.
Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *