Żądza władzy. „Borys Godunow” w Teatrze Polskim

Review of: Borys Godunow
spektakl teatralny:
reżyseria: Peter Stein. na podstawie dramatu Aleksandra Puszkina

Reviewed by:
Rating:
5
On 20 czerwca 2019
Last modified:21 czerwca 2019

Summary:

Borys Godunow to dramat Aleksandra Puszkina z 1825 roku, z powodu cenzury po raz pierwszy wystawiony w 1870 roku. Utwór wzbudzał zainteresowanie czytelników od samego początku, z wielkim uznaniem wypowiadał się o nim choćby Adam Mickiewicz, którego pełną pochwał notę można przeczytać w programie do przedstawienia. Do realizacji utworu dyrektor Teatru Polskiego, Andrzej Seweryn namówił światowej sławy niemieckiego reżysera, Petera Steina.

Borys Fiodorowicz Godunow to postać historyczna, był on carem w Rosji w latach 1598 – 1605. Przeszedł dosyć nietypową jak na cara drogę do zdobycia urzędu, ponieważ nie zdobył władzy przez dziedziczenie ale poprzez stopniowe awansowanie w hierarchii — jeśli można to tak określić — urzędniczej. W zasadzie można uznać, że został carem-elektem. Godunow był doradcą Iwana Groźnego w ostatnich latach jego panowania. Po jego śmierci podjął służbę u jego syna, Fiodora I jednak z uwagi na różnego rodzaju niedomagania zdrowotne cara to Godunow faktycznie sprawował władzę. Fiodor I wkrótce umiera, nie pozostawiając po sobie potomka. Sobór Ziemski obrał wówczas Godunowa carem. Był on władcą zdecydowanym w działaniach, poświęcał swoją uwagę rozwojowi gospodarczemu i kraju, kolonizował terytoria na wschód od Uralu, dbał o dobre relacje z sąsiednimi państwami. Na jego nieszczęście, w latach 1601-1603 wystąpiła w Rosji wielka susza, niosąc ze sobą głód i niepokoje ludu. Niepokoje wśród ludu oraz u samego Godunowa wzmagały też pogłoski o tym, najmłodszy syn Iwana Groźnego, Dymitr żyje i jako prawowity władca będzie się ubiegał o należne mu miejsce na tronie. Jeżeli ktoś na podstawie tego opisu przypomniał sobie z lekcji historii o Dymitrze Samozwańcu i dymitriadach, które rozpoczęły w Rosji carskiej tzw. okres Wielkiej Smuty, to skojarzenie jest prawidłowe.

W spektaklu są dwie główne postaci. Z jednej strony mamy Borysa Godunowa (Andrzej Seweryn) zdolnego, doświadczonego i rozważnego polityka, który potrafi kierować wielkim imperium i dba o interesy własne jak i państwa ale na którego sumieniu ciąży zbrodnia, której miał się dopuścić, aby władzę zdobyć. Z drugiej natomiast jest młody, trochę narwany ale potrafiący mówić tak, aby ludzie go słuchali były mnich i bardzo dobry aktor, potrafiący poruszać w swoich rodakach z nizin społecznych emocje. Godunow u Puszkina ma wyraźne rysy Szekspirowskie. Jest władcą, który zdobył władzę dzięki występkowi i musi zachować wielką ostrożność, rozwagę oraz podejrzliwość, aby utrzymać tak zdobytą władzę; a przy tym (przez to) jest osobą niezwykle osamotnioną i prześladowaną przez wyrzuty sumienia. Wydaje się, że nigdy nie osiągnie spokoju, którego tak bardzo pożąda. Jego postać przypomina nieco Makbeta, choć oczywiście jedynie w ogólnych zarysach.

Najbardziej przejmująca jest jednak samotność i wyobcowanie głównego bohatera. Jest on pozostawiony sam sobie wobec intryg bojarów, porażającej nędzy chłopstwa. Bez wątpienia chce i próbuje czynić dobro, bez wątpienia kocha swoją ojczyznę, jednak szybko okazuje się, że realia panowania nad imperium są trudne, wymagają twardej ręki, sztywnych zasad i nieugiętości i wcześniej czy później zmuszą go najpewniej do popełnienia kolejnych występków. W pewnym sensie Godunow jest bohaterem tragicznym. Tak, jak Mefistofeles u Goethego mówi „jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”, tak Godunow mógłby powiedzieć: „Jam częścią tej siły, która dobra pragnąc, musi czynić zło”. Widz – mimo świadomości, że droga do władzy bohatera była naznaczona krwią – czuje swego rodzaju, mniejszą bądź większą sympatię do Godunowa i jego pojedynki ze światem i samym sobą wzbudzają współczucie. Tym bardziej, że Godunow jest szczery w swoich czynach i gestach. Widać to szczególnie w tych scenach, które świadczą o ogromnej miłości do swojej rodziny.

Dymitr (Marcin Bubółka) natomiast jest niepewny, nie wzbudza zbyt wiele sympatii. Nie wiadomo nawet jakie są jego motywy. Chce być carem, chce się sprawdzić jako dowódca armii ale w zasadzie nie jest wyjaśnione, skąd u niego takie ambicje. Czy tym byłym mnichem, uciekinierem z zakonu może powodować zwykła nuda? Na pewno nie wierzy w swoje szlachetne pochodzenie. Spod tej postaci wyłania się lekko rys drobnego cwaniaczka, któremu widz nie do końca ufa, traktuje z rezerwą. Jest przy tym dobrym mówcą, swobodnie posługuje się pochlebstwami i z łatwością przychodzi mu manipulowanie słuchaczami. Dopiero w konfrontacji z jego przyszłą (niedoszłą jeszcze) żoną, Maryną Mniszchówną (Marta Kurzak) widać, jak wewnętrznie niepewnym i zlęknionym jest mężczyzną. Mniszchówna jest jedną z najbardziej antypatycznych postaci w dramacie, godna miana Lady Makbet. Kłamie, manipuluje, w głębi duszy gardzi Dymitrem ale też żądza władzy jest w niej wielka. Jest gotowa oddać mu swoją rękę, jeśli tylko ten uczyni ją carycą.

Ośrodkiem tematycznym przedstawienia jest problem władzy, jej zdobycia i sprawowania. Obaj bohaterowie zdobywają się na niegodne czyny (pierwszy zabija dziecko, u podstaw działania drugiego jest wielkie kłamstwo), a właściwość rządzenia imperium wymaga nieugiętości i prawdopodobnie wcześniej czy później zmusi rządzących do popełniania kolejnych mniejszych czy większych postępków. I raczej będzie to wcześniej niż później. Sugestywnie został też przedstawiony lud moskiewski, zgięty w ukłonie poddańczym i z głodu, żebrzący o jałmużnę, wznoszący ze strachu okrzyki na cześć nowego władcy. Symboliczna jest scena przenoszenia, w której widzimy, jak na swoich barkach nędzarzy z moskiewskich nizin społecznych z trudem przenoszą wielki dzwon bijący na wieży cerkwi podczas koronacji Godunowa.

Sygnalizowałem wcześniej, że konstrukcja postaci jak i dramaturgia Godunowa nawiązuje do tradycji dramatu szekspirowskiego. Utwór, choć fikcyjny i mający na celu przedstawić uniwersalne mechanizmy władzy bazuje na historycznych postaciach i wydarzeniach. Są oczywiście pewne przekształcenia bądź odautorskie interpretacje – na zasadzie licentia poetica jako pewnik Puszkin przyjął, że Godunow zamordował dziecko, aby nie mieć konkurenta do władzy, choć z kronik wiadomo, że Dymitr zginął w nieszczęśliwym wypadku, prawdopodobnie z powodu ataku padaczki; wiadomo też, że Maryna Mniszchówna została carycą Rosji i faktycznie nie była aż tak zimną, wyrachowaną kobietą. Zresztą nie doczekała się ona sprawiedliwości i uczciwej biografii, stała się ofiarą polityki historycznej. Z Szekspira też został zapożyczony motyw przenikania się świata żywych i martwych (choć nie wiem, czy przez Puszkina, czy przez Steina) oraz przenikanie się tragizmu z komizmem – chodzi tu dokładnie o jedną scenę, która dzieje się w gospodzie. Szekspir miał zwyczaj umieszczania w dramatach historycznych takich komicznych „przerywników”, mających za zadanie stonować nastroje i nieco rozluźnić napiętą atmosferę. Można ponadto dostrzec w postaci mnicha Warłaama (Dominik Łoś) rysów szekspirowskiego Falstaffa. Bez wątpienia reżyser w jakimś stopniu sugerował się motywem niezmywalnej krwi, którą widziała Lady Makbet jako symbolu wyrzutów sumienia, ponieważ na scenie pojawia się postać zakrwawionego dziecka, które ma być emanacją wyrzutów sumienia Godunowa. Co ciekawe, jest to bodajże jedyny odreżyserski zabieg, motyw dodany do adaptacji scenicznej dramatu, którego nie ma w utworze. Godunow co prawda mówi, że od trzynastu lat co noc śni mu się Dymitr, jednak w pierwowzorze nigdzie postać dziecka się nie pojawia.

Borys Godunow to wielkie przedsięwzięcie. Jest to największą i najdroższa polska produkcją teatralna w ostatnich 30 latach. Na scenie pojawia się aż pięćdziesiąt osób, z których każda (z nielicznymi wyjątkami) gra po kilka ról. Jest to też kolejne przedstawienie Teatru Polskiego, które olśniewa scenografią. Po wspaniałym pod tym względem Królu, Wujaszku Wani czy też zachwycającym Żołnierzu królowej Madagaskaru, Borys Godunow jest wręcz genialny. Autorem scenografii jest Ferdinand Wögerbauer. Całość utrzymana jest w tonacji raczej minorowej, ciemnej. Tym razem możliwości ruchomej sceny raczej nie są wykorzystywane ale za to pierwszą rolę grają kurtyny, które są zasuwane zarówno z góry jak i z boków sceny. W ten sposób, dzięki odpowiedniemu ich przesunięciu i zmianie światła niemal natychmiast przenosimy się w inne miejsce akcji. Ponadto używane są ruchome platformy, na których w odpowiednich momentach wjeżdżają na scenę kolejne elementy scenografii pełniące rolę miejsca akcji w połączeniu ze światłem oraz obrazem tła. Są to na przykład fragment celi, w której mnich spisuje kronikę (mnich ten „wjeżdża” na scenę razem z celą), izba biesiadna, ściana karczmy, fontanna w lesie… Każdy z elementów scenografii jest czytelny i jasny dla widzów. Dekoracje są niezwykle wyraziste; kostiumy stworzone przez Annę Marię Heinreich doskonale oddają przepych carskiego majestatu, żołnierską butę, bizantyjskość duchowieństwa. Widać wyraźnie, że włożono na prawdę wiele wysiłku w przygotowanie tej technicznej strony przedstawienia. Całość dopełnia muzyka skomponowana przez Massimiliano Gagliardiego, świetnie współgrająca z emocjami widocznymi na scenie. Zachwyca filmowość tego spektaklu. Wszystko jest tak doskonale zgrane, przejścia między kolejnymi scenami są płynne, muzyka monumentalna, że można odnieść wrażenie, że to się nie dzieje teraz, na żywo w teatrze ale że patrzymy na film wyświetlany na wielkim ekranie. Wszystko doskonale działa, jak w zegarku. Na finał, do oklasków publiczności zespół techniczny Teatru Polskiego został wprowadzony na scenę jako równy aktorom twórca spektaklu. W pełni się zgadzam i popieram ten gest.

 

Peter Stein używa przy tym prostych ale niezwykle sugestywnych symboli. Przepych i złoto kościoła oraz władzy, krwista czerwień, lud zgięty do samej ziemi. Subtelny ale wyrazisty gest i symbol tutaj znaczy więcej niż naturalistyczna dosłowność. A przy tym w centrum znajduje się słowo. Słowo, które ma moc i siłę, które oddziałuje na rozum i emocje. Słowo przejmujące w monologu Godunowa o władzy i samotności, słowo krotochwilne podczas zabawy w karczmie, słowo mówiące bolesną prawdę (tutaj wydobywające się z ust Jurodliwego, szaleńca Boga). Peter Stein podąża za literaturą, jest wierny pierwowzorowi i nie kieruje się w stronę awangardowych rozwiązań. Jakkolwiek można powiedzieć, że spektakl jest monumentalny i imponujący w rozmachu, to wciąż pozostaje tradycyjnym teatrem. Spodziewam się wielkiego sukcesu przedstawienia, zarówno artystycznego i frekwencyjnego jak i komercyjnego.

Fotografie użyte w recenzji są autorstwa pani Katarzyny Chmury-Cegiełkowskiej

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu TerazTeatr.pl

No votes yet.
Please wait...
 
Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *