Miasto niepokoju

Nowy Jork. Przełom lat 1918-1919. Był to czas niepokoju, strajków, przemocy i nietolerancji rasowej. Świat, w którym urodzenie się czarnoskórym oznaczało skazanie na rasizm, niesprawiedliwość i pogardę. W takiej rzeczywistości dorastał Luther Laurence, czarnoskóry chłopiec, który w swoich kręgach uchodził za gwiazdę baseball`u, ale ze względu na kolor skóry nie miał szans na angaż w Lidze Profesjonalnej, zarezerwowanej jedynie dla białych. Od najmłodszych lat musiał uczyć się, że w rozmowie z białymi nie może podnosić wzroku, a każde zdanie powinien kończyć słowami: „tak, panie”. Nawet, gdy rozmówca drwił, opluwał i pastwił się nad nim, musiał mieć się na baczności, aby nie wykonać jakiegoś niewłaściwego gestu albo nie powiedzieć słowa za dużo.

Około 2000 km dalej karierę w policji rozpoczął Danny Coughlin, syn komisarza policji, który dzięki protekcji i koneksjom ojca miał szansę na bardzo szybki i łatwy awans. W zamian powinien tylko donosić na swoich kolegów. Było to zarówno niebezpieczne jak i moralnie wątpliwe, gdyż policjanci – jego koledzy – codziennie ryzykowali swoje zdrowie a nawet życie, a władze stanu w zamian traktowały funkcjonariuszy jak swoją własność, zamrażając wynagrodzenie piętnaście lat wcześniej i nie troszcząc się nawet o to, skąd mają wziąć środki na zakup mundurów i broni. Co ważniejsze, był to dla funkcjonariuszy czas nieustannego lęku ze względu na coraz śmielsze wystąpienia różnych związków zawodowych, jak też gromadzenie się komunistów. Praca w zawodzie policjanta staje się coraz bardziej niebezpieczna, zaczynają coraz więcej ryzykować przychodząc codziennie do pracy, a władze miasta i państwowe ich nie wspierają, a nawet można uznać, że świadomie ignorują ich potrzeby. Atmosfera w środowisku bostońskich policjantów robi się gęsta, grozi strajkiem.

Książka z jednej strony jest opowieścią o ludziach z dwóch sfer, białym policjancie oraz czarnym robotniku. To opowieść o ideałach, które są niemożliwe do spełnienia. O krzyżowaniu dróg ludzi, których pozornie nic ze sobą nie łączy, ale obaj chcą za wszelką cenę odciąć się od przeszłości. Danny od ojca i od początków swojej kariery policjanta, a Luther od zbrodni, którą popełnił w Columbus – rodzinnym mieście. Obu jednak coś nie pozwala zerwać z przeszłością. Jest to więc powieść o grzechach i o odkupieniu, o nienawiści i przebaczeniu. Patrząc na historię z dystansu można zaryzykować stwierdzenie, że to też porażające studium budzenia się niepokojów w społeczeństwie. W książce autor opisuje powstawanie fermentu społecznego, który nieuchronnie musi skończyć się większym lub mniejszym wystąpieniem obywateli przeciw władzy. Robotnicy nie ufają już rządowi, nie chcą pracować bez wytchnienia za psie pieniądze i żądają zapewnienia godnych warunków pracy. Taką gęstniejącą atmosferę doskonale wykorzystali imigranci z Europy, którzy gromadzą się wokół kilku przywódców ruchu robotniczego. Okazuje się szybko, że ci rewolucjoniści nie powstrzymają się nawet przed terrorem, aby wdrożyć swoje wywrotowe pomysły. Gdzieś pod skórą można wyczuć wszechogarniającą atmosferę czającej się grozy oraz ciemności ogarniającej miasto i powoli cały kraj. Autor opisuje niesprawiedliwość społeczną z każdym jej najbardziej skrajnym przejawem. To, w jaki sposób państwo trawi swoich obywateli, to że bogaci pomnażają swój majątek a biedni wpadają w coraz większą nędzę. Autor przekazuje wizję świata, w którym na niepohamowany wyzysk ciemiężeni reagują wszechogarniającą złością i kiedy zostanie przekroczona pewna granica, napływająca fala gniewu jest nie do powstrzymania.

Książka jest o tym, jak bardzo uczciwi z natury ludzie byli, są i będą nieprzystosowaniu do świata. O tym, jak bardzo szkodliwi są pełni gniewu ludzie na wysokich stanowiskach. Gniewu wynikającego z pretensji wobec samych siebie. To, że zamieszki zaczęły się w Bostonie – kolebce amerykańskiej demokracji – jest symboliczne. Świadczy o tym, że oddana raz przez ludzi władza może zostać przez nich samych odebrana. Władza jest zadana i przekazana a nie przekazana na czyjąś korzyść. Autor zdaje się też wyznawać opinię, że cywilizacja i prawo powstały, aby trzymać w ryzach najbardziej pierwotne instynkty, które od czasu do czasu jeszcze dochodzą do głosu. Bardzo ciekawie autor opisuje tłum, który rodzi się z dziką furią, gdy nie ma policji, która by egzekwowała prawo i utrzymywała porządek. W wizji pisarza ludzie zmieniają się w bestie i popełniają zbrodnie, przestępstwa oraz zadają gwałtu tylko dlatego, bo mogą. Zupełnie, jakby potwór utrzymywany w ryzach „cywilizacji” tylko czekał, aż zdarzy się coś, co doprowadzi do zerwania oków, którymi został spętany przez umowę cywilizacyjną. Tłum, który wtedy się zbiera, jest niczym żywy twór, pochłaniający i niszczący wszystko na swojej drodze.

Warto wspomnieć, że jednym z bohaterów powieści jest Babe Ruth – najlepszy baseballista tamtych czasów. Są też powszechnie znani wówczas: Eugene O’Neill, działacz Jack Reed, W.E.B. DuBois, założyciel Narodowego Stowarzyszenia na Rzecz Kolorowych, Mitchell Palmer, bezlitosny prawnik Woodrowa Wilsona, ścigający lewicowców i ambitny, młody prawnik z Departamentu Sprawiedliwości, John Hoover; późniejszy dyrektor FBI. Dzięki umieszczeniu tych postaci w książce, autor uautentycznił swą historię i jeszcze mocniej osadził ją w rzeczywistości.

Miasto niepokoju to powieść napisana prozą rzeczową, trafiającą w sedno problemu i bogatą w celne opisy. Fabuła wolno się rozwija z początku, ale wciąga bez litości. Kiedy czytelnik zacznie lekturę pierwszego rozdziału, wejdzie w świat, który go całkowicie pochłonie i nie wypuści aż do samego końca. Jest to jeden z tych utworów, zostawiających po sobie rodzaj dziwnej pustki, kiedy ostatnie zdanie zamknie powieść. To fascynująca historia z postaciami z krwi i kości oraz żywym tłem społeczno-historycznym.

 

Dennis Lehane, Miasto niepokoju, wyd. Prószyński Media , Warszawa 2009

 

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *