Wszystko jest na sprzedaż… Kupię rękę

Olgierd jest biznesmenem, który chce lekko przejść przez życie. Awans w pracy zyskał dzięki córce prezesa – uwiódł ją i zaproponował małżeństwo. Wyszedł z założenia, że nie warto się męczyć i w pocie czoła pracować na swój awans, kiedy bez większego wysiłku można przeskoczyć kilka stopni jednocześnie, zamiast wspinać się po schodach kariery. Znudzony i zawiedziony swoim życiem i żoną któregoś dnia wpada na pomysł zamieszczenia nietypowego ogłoszenia: „kupię rękę”. W ten sposób trafia na aukcję, na której ktoś chce sprzedać swoją dłoń. Ściśle: skórę na dłoni, bo w zamian za pieniądze z aukcji nieznajomy pozwoli wytatuować sobie na dłoni dowolną treść, obraz, czy też reklamę. Sfrustrowany zastojem w karierze i być może trochę też nudą, Olgierd postanowił zagrać czyimś kosztem. Licytuje.

Po drugiej stronie komputera, wpatrzony w monitor siedział Tomek – dwudziestodwuletni młodzieniec, zdesperowany, szukający jakiejkolwiek pracy, która umożliwiłaby mu kontynuowanie studiów. Pomysł z oddaniem swojej dłoni do dyspozycji potencjalnego „najemcy” to jego ostatnia szansa.

Olgierd zachęcony sukcesem pierwszej aukcji coraz częściej korzysta z serwisu, gdzie wyszukuje kolejnych oferujących miejsce na dłoni. Dla niego to możliwość zdobycia sobie niewolników, podreperowania swojego wątłego ego, w jego mniemaniu wciąż tłamszonego przez teścia, który nie chce przekazać mu firmy. „Kupno rąk” jest w istocie dla niego jedyną możliwością, aby mógł poczuć nad kimś władzę, stanowi coś w rodzaju erzacu.

Występują w tej opowieści również Mariusz i Iga. Przygotowują się do ślubu, ale Mariuszowi za bardzo zależy na swobodzie i możliwości uwodzenia wszystkich kobiet, aby teraz to stracić. Zaczyna zastanawiać sie, w jaki sposób wmówić Idze, że powstrzymanie się od małżeństwa jest w jej interesie. Iga natomiast dwoi się i troi, aby przywrócić dawny żar ich związkowi. Za wszelką cenę chce udowodnić Mariuszowi, że małżeństwo z nią jest celem jego życia i nigdzie nie będzie mu lepiej, tylko we wspólnym mieszkaniu. Iga, chcąc zwrócić na siebie uwagę, wystawia na aukcji samą siebie. W jej zamyśle Mariusz powinien, jak codziennie zresztą, buszować po portalu aukcyjnym i tam znaleźć to ogłoszenia. W ten nietypowy sposób pragnie symbolicznie przekazać narzeczonemu siebie na własność. Jak możemy się domyśleć, ktoś o nicku „Biznesmen” przelicytowuje jej chłopaka.

Książka Agnieszki Szygendy jest czymś unikalnym w skali polskiej prozy. Chwilami może przypominać Toksymię Małgorzaty Rejmer, szczególnie w epizodach dotyczących chorej relacji Mariusza i Igi. Fabuła zaczyna się jak u Hitchkocka – od trzęsienia ziemi. Później jest tylko lepiej. Ogłoszenie o sprzedaży ręki może się wydawać ponurym żartem, ale kryje się za nim wołanie o pomoc. Dla drugiej osoby jest tylko możliwością zabawy czyimś kosztem i podreperowaniem swojego ego. Chwilami historia opowiedziana przez autora ociera się o karykaturę, ale też można odnieść wrażenie, że mogłaby się zdarzyć rzeczywiście. Szygenda operuje językiem żywym i plastycznym, silnie naznaczony jest związek przyczynowo-skutkowy poszczególnych wątków, przez co widać, że autorka panuje nad tekstem oraz, że wie, co chce przekazać. Maluje się przed nami wizja zdegenerowanego świata, pokolenia dwudziestokilkulatków wchodzących dopiero w życie, którzy nie mogą sobie poradzić z zastaną rzeczywistością. Próbują się dostosować, ale nie wiedzą, w jaki sposób mogą zrealizować swoje marzenia i ambicje. Jest to świat wykształconych ludzi, którzy wchodzą na wolny rynek pracy. Lektura powieści to prawdziwa przyjemność ze względów warsztatowych autorki oraz świeżości spojrzenia i diagnozy nadchodzącej rzeczywistości, która puka do bram naszej rzeczywistości. Jest to książka pełna gorzkiej zadumy i grozy, bo to powieść nie tak bardzo odległa od rzeczywistości, jak byśmy sobie tego życzyli.

 

Agnieszka Szygenda, Kupię rękę, Wydawnictwo Bliskie, Warszawa 2010

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *