Najdroższy w Teatrze Współczesnym

Po wyjściu z teatru bolał mnie brzuch. Ze śmiechu. To chyba najlepsza rekomendacja dla przedstawienia w reżyserii Wojciecha Adamczyka Najdroższy, które w piątek zostało wystawione na deskach Teatru Współczesnego po raz setny. To też dowód na to, że warto zobaczyć ten spektakl.

Pignon, chorobliwie nieśmiały i zamknięty w sobie mężczyzna opiekuje się mieszkaniem Jonville’a – jego chrzestnego, którego nawet nigdy w życiu nie widział. Porzucony przez żonę, traktowany protekcjonalnie przez kolegę ze studiów, który dzisiaj jest szefem działu prawnego jednego z paryskich banków i ignorowany przez dekoratorkę wnętrz Jonville’a czuje, że musi w jakiś sposób zwrócić na siebie uwagę innych ludzi, aby choć trochę zaczęli go szanować. Kiedy do mieszkania, którego dopatruje Pignon przychodzi kontroler podatkowy Toulouse, bohater postanawia wykorzystać szansę i wciąga urzędnika w grę – nakłania go do rozpoczęcia postępowania we własnej sprawie, aby inni myśleli, że przez lata ukrył przed fiskusem miliony euro. W zamian obiecuje ważne informacje dotyczące zamożnego chrzestnego. Zabieg okazuje się pomyślny – piękna Christine, która do tej pory nie zauważała, że istnieje teraz zaczyna go uwodzić; w jego życiu pojawia się ponownie żona, która opuściła go dla kochanka cztery lata wcześniej, a kolega z banku zaczyna zabiegać o jego względy.

Najdroższy to lekka komedia, w której główną rolę odgrywa ludzka chciwość i pogoń za pieniądzem. Pignon pogardzany przez innych ze względu na swoją nędzę, kiedy tylko zasiał plotkę na temat majątku (50 milionów Euro) ukrytego za granicą zyskuje przyjaciół, a o jego względy zabiegają dwie kobiety. Do tej pory nie potrafił wyrazić własnego zdania, pomiatany przez innych, teraz choć przez chwilę może czuć się panem sytuacji, choć jego prostota nie pozwala mu do końca tego wykorzystać. Chce sprawiać wrażenie pewnego siebie i władczego, ale widać, że spod pozornej nonszalancji wydostają się oznaki braku samoakceptacji i niepewności, które przejawiają się w gestach, słowach, tonie głosu. Andrzej Zieliński świetnie wykreował postać, która gra inną, niż jest naprawdę. Jest to teatr w teatrze, aktor, który gra aktora – lichego zresztą, ale właśnie dzięki świetnej grze aktorskiej Zielińskiego, a nieudolnej Pignona (wiem, nieco to schizofreniczne…) tak wspaniałym przedstawieniem jest Najdroższy.

Przedstawienie Wojciecha Adamczyka nie skłania do głębokich przemyśleń, nie ma drugiego dna. Jest przede wszystkim nakierowane na rozrywkę i to zadanie spełnia. O sile sztuki Francisa Vebera stanowią genialne dialogi, operujące zręcznie grą znaczeń i kontrastem logicznym. Nie jest to przy tym humor ani grubiański ani rubaszny, choć było kilka dwuznacznych dialogów. Największe wrażenie zrobiła na mnie rola i umiejętności Andrzeja Zielińskiego jako Pignona – wielką przyjemnością było oglądać aktora, który potrafił doskonale wcielić się w postać, która co innego mówiła słowami, a co innego gestem i mimiką. A wisienką na torcie był występ Krzysztofa Kowalewskiego jako Jonville`a – jego kilkuminutowy solowy występ sprawił, że widownia nie mogła znaleźć chwili na zaczerpnięcie oddechu, ponieważ wszyscy bez przerwy się śmieli.

Jeżeli chcecie się zrelaksować, odpocząć po ciężkiej pracy i zrelaksować się przy bardzo śmiesznej komedii, Najdroższy będzie wspaniałym pomysłem na spędzenie nieco ponad dwóch godzin. Spektakl bawi, chwilami zaskakuje ale też obnaża absurdy dzisiejszej rzeczywistości. Przedstawienie Teatru Współczesnego gwarantuje świetną zabawę dla młodzieży i dorosłych.

 

Autor: Francis Veber

Przekład: Barbara Grzegorzewska

Reżyser:    Wojciech Adamczyk

Scenografia:    Marcin Stajewski

Kostiumy:    Anna Englert


Pignon:  Andrzej Zieliński

Toulouse, inspektor podatkowy: Sławomir Orzechowski / Leon Charewicz

Olga, Rosjanka: Katarzyna Dąbrowska

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *