Steeeelllllaaaaa!! – Tramwaj zwany Pożądaniem i inne dramaty

Jacek Poniedziałek dokonał na nowo przekładów wspaniałych dramatów Tennesseego Williamsa, na czele z legendarnym już dziełem: Tramwaj zwany Pożądaniem. Na stronicach książki znalazły się też: Szklana menażeria, Kotka na gorącym blaszanym dachu, Słodki ptak młodości, Noc Iguany. Dramaty te opowiadają o perypetiach Toma, mieszkającego z nadwrażliwą siostrą oraz rozgoryczoną matką, spotkamy też Blanche DuBois, która odwiedza w Nowym Orleanie swoją siostrę Stellę i jej męża – Stanley`a. Trzeci z kolei utwór przybliża wyjątek z życia Margaret i Brick`a, którzy przyjeżdżają na zjazd familijny z okazji 65. urodzin jego ojca. W kolejnym utworze przedstawione są losy wielebnego Lawrence`a Shannona, który porzuca stan duchowny, ale w żadnej z życiowych ról nie znajduje spełnienia. I w końcu jest Chance Wayne, który wraca po latach do rodzinnego miasta, aby odzyskać ukochaną i dobre imię. Niemal każdy z mężczyzn w utworach dramaturga jest nosicielem genu autodestrukcji. Przejawia się to w różnych symptomach – może to być niepohamowany gniew, jak u Stanleya, może być to chorobliwy alkoholizm, jak w przypadku Bricka – bohatera Kotki, czy Chance, który krzywdzi swą narzeczoną nie będąc nawet tego do końca świadomy. Najgorsze jest to, że kiedy ci mężczyźni upadają, kiedy pochłania ich własna osobowość i brak kontroli, to pociągają za sobą na dno ludzi im najbliższych. Kochają, to jest fakt, ale nie potrafią zdobyć się na krok ku polepszeniu, uważają, że miłość, która biorą od innych powinna być bezwarunkowa i całkowicie oddana. Kobiety u Williamsa natomiast są istotami kruchymi i delikatnymi, którymi mężczyźni albo sie bawią albo nie do końca świadomie krzywdzą. Ta kruchość decyduje o tym, że stają się bezbronne i podatne na zranienie. Zależy tylko, jak bardzo są wewnętrznie odporne na zdradę i na ile silne, aby wytrzymać ból. Większość bohaterek dramatów Williamsa nie jest na tyle silna, aby przeciwstawić się mężczyznom, czy choćby nawet podjąć wyzwanie. Amanda z dramatu Szklana menażeria mdleje (dosłownie mdleje) na samą myśl o tym, że ma porozmawiać z chłopcem, w którym się kochała w liceum. Stella z Tramwaju znosi w milczeniu wybryki Stanleya, jej siostra Blanche tworzy swój własny świat, który ją pochłonął.

Williams raczej unika metafor w swoich dramatach, nazwałbym je realistycznymi, choć są pewne epizody, w których można by doszukać się symbolizmu. W drodze do domu Stanleya i Stelli, Blanche – siostra Stelli na miejsce dotarła trzema tramwajami. Jak mówi: „Powiedzieli mi, żebym wsiadła w tramwaj zwany Pożądaniem, potem tramwaj na Cmentarz i po sześciu przystankach wysiadła na Polach Elizejskich!” Tak też potoczyły się losy głównej bohaterki. Ale cytat ten może mieć uniwersalny wydźwięk. Można odczytać to jako parabolę, przypowieść mówiącą, iż nieokiełznane pożądanie prowadzi do śmierci. Niekiedy okazuje zabójcze, jak w przypadku Blanche dla rozumu, a niekiedy może prowadzić do śmierci fizycznej. Blanche nazywa dalej śmierć przeciwieństwem pożądania. Być może oznacza to, że pożądanie to nadmiar życia, sił witalnych. Tak, jak każdy nadmiar może prowadzić do katastrofalnych skutków.

Kadr z filmu Elii Kazana

Choć dramaty Williamsa są pełne przepojonych smutkiem obserwacji życia codziennego, a niekiedy nawet naturalistycznych wątków, to nie wszystko jest wypowiedziane wprost. Są takie kwestie, które pozostawia do interpretacji czytelnika, nie rozstrzygając ani nawet nie podpowiadając w żaden sposób prawidłowej odpowiedzi. A co ważne, są to epizody istotne, ważkie i brak jednoznacznej odpowiedzi pozostawia pewne zmieszanie u czytelnika. Posłużę się przykładem wątku z Tramwaju zwanego pożądaniem. Zdarzenie o którym mowa miało miejsce zaraz przed ostatecznym popadnięciu w obłęd Blanche. Długie, ciągnące się w nieskończoność lata, spędzone w chylącym się ku upadkowi domu rodziców, wywarły ogromny wpływ na psychikę kruchej Blanche. Doprowadziły ją do skrajności – nie mogła już dostrzec różnicy między tym, co rzeczywiste, a tym, co jest jedynie wytworem jej wyobraźni. Jedynym światem jaki zna, pozostaje zaciemniona dolina jej własnych mrzonek. Nie mogąc przez długie lata znieść rozłąki z narzeczonym, którego darzyła wielkim uczuciem, zamyka się w czterech ścianach tworów swej imaginacji i jest uwięziona w nich do dzisiaj. Cały czas przebywając w półcieniu, jakby bała się, że światło (tutaj symbol prawdy?) ujawni jej skrywane oblicze i odrze z mitów, które sama zbudowała. Boi się tego panicznie; pierwsze co robi po przyjeździe do domu Kowalskich, to kupuje abażur na lampę, który zaciemni pokój, w którym się zatrzymała. Jakby potrzebowała ciemności, które pozwolą trwać mitom. Pod koniec sceny dziesiątej jesteśmy świadkami wstrząsającego zdarzenia – Stanley rzuca Blanche na łóżko i gwałci ją. Po tym dziewczyna całkiem pogrąża się w szaleństwie. Ale trzeba się też zastanowić, czy gwałt miał miejsce w rzeczywistości, czy jedynie w głowie Blanche. Myślę, że Williams o tym nie przesądza. Jest to wątpliwe, biorąc pod uwagę, że Blanche była mitomanką i fantastką. Nie można jej wierzyć, bo żyje w świecie urojeń. Stanley był brutalny i chamski, ale to nie przesądza o tym, że zgwałcił. On raczej brzydził się szwagierką, a poza tym kochał – mimo wszystko – Stellę nad życie. Moim zdaniem Stanley tego nie zrobił, ta kobieta budziła w nim raczej obrzydzenie niż pożądanie.

Gdyby to zrobił, to by oznaczało, że chciał ostatecznie zgłębić i upokorzyć pogardzaną Blanche. Nie chodziłoby mu wtedy w żadnym stopniu o popuszczenie żądzom, ale o ostateczne poniżenie szwagierki i brutalne wtargnięcie w sferę jej kobiecości, który to obszar Blanche nade wszystko chciała ochronić przed „reliktem epoki kamienia łupanego” Stanleyem. Kowalski był dziki i nieokrzesany, ale nie byłoby go stać na tak wyrafinowane okrucieństwo. Był jedynie prostakiem, a nie bestią. Ale oczywiście pozostawiam każdemu osąd, co się w istocie wydarzyło pod nieobecność Stelli. Powyższy wątek przywołałem ,aby przybliżyć typ męskiego bohatera dramatów Williamsa. Niemal każdy z nich to czarujący typ, nieco nieokrzesany i pozornie obojętny, ale posiadający niezwykłą siłę przyciągania i pozbawiania woli kobiet. Szczególnie właśnie Stanley Kowalski jest (nawet skrajnym) przedstawicielem tego typu osobowości. Jest męskim odpowiednikiem femme fatale – przyciąga i rozkochuje w sobie kobietę, pozbawia ją woli i stopniowo niszczy.

Skoncentrowałem się w mojej recenzji głównie na tytułowym dramacie ze zbioru, a to dlatego, bo jest on najsłynniejszy i moim zdaniem najlepszy. Ekranizacja utworu zrealizowana przez Elię Kazana jest już dzisiaj filmem kultowym, jeśli nie legendarnym. Niezapomnianą kreację stworzyli Marlon Brando oraz Vivien Leigh. Co ciekawe, to właśnie ten film upowszechnił T-shirty wśród mężczyzn. Do Stanów trafił on za sprawą amerykańskich żołnierzy, którzy podczas I wojny światowej zauważyli, że ich sojusznicy zza oceanu byli lżej ubrani dzięki bawełnianym koszulkom, które nakładali pod mundur. I właśnie przez armię koszulka dotarła do męskiej części społeczeństwa amerykańskiego, ale pełniła wówczas jeszcze rolę bielizny. Dopiero rola Marlona Brando i wizerunek, który wykreował doprowadziły do tego, że koszulki wyparły koszule w modzie codziennej. Kolejną ciekawostką związaną z filmem jest fakt, że podczas corocznego Festiwalu Literackiego imienia T. Williamsa w Nowym Orleanie urządzany jest konkurs „Stella and Stanley shouting contest”. Jego uczestnicy krzyczą wniebogłosy, naśladując Marlona Brando: „Steeeelllllaaaaaaaaaa!”

Dramaty były odważne jak na czasy, w których powstały, gdyż autor poruszał w nich problemy należące wówczas do strefy tabu. Homoseksualizm, uwodzenie nieletnich, choroby psychiczne, kapłani porzucający swą misję. Pamiętajmy, że powstawały one w latach 50 ubiegłego wieku, gdzie nawet napomknięcie półsłówkami o tych sprawach było kontrowersyjne i wzbudzało emocje. Można też wyciągnąć z lektury utworów wniosek,  że największa tragedia zawsze zaczyna się w gronie najbliższych. Dramaty Williamsa stanowią poruszające studium rozpadu związków rodzinnych i międzyludzkich, z których wynika, że najbardziej możemy skrzywdzić tych, których najbardziej kochamy.

Tennessee Williams, Tramwaj zwany pożądaniem i inne dramaty, Tłumaczenie: Jacek Poniedziałek, Wydawnictwo Znak, Kraków 2012.

Tekst pierwotnie ukazał się w portalu NoirCafe.pl

Rafał Siemko
Autor jaki jest, każdy widzi. Absolwent filologii polskiej, na co dzień pracuje w branży ubezpieczeniowej. Wielbiciel Metalliki, poezji Herberta, Miłosza i Szymborskiej oraz prozy Camusa i Vargasa-Llosy.
Skąd nazwa bloga? Rano czytam, później idę do pracy; po pracy gram na gitarze albo w piłkę nożną bądź squasha. A czas na pisanie znajduję jedynie w nocy.
Rafał Siemko on Blogger

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *